Wednesday, February 10, 2021

Live is life

Potrzebuje nowej inspiracji muzycznej
Billie EIlish  przesłuchana
wszystkie covery i wywiady przesłuchane
cos równie dobrego do posłuchania
Two Feet jest ok, ale nowe średnie

Czas poplątał kroki
Jest łagodny i beztroski
Ma zielone kocie oczy
Tak samo jak ty


Zapomniałem że od kilku lat
Wszyscy giną jakby nigdy ich nie miało być
W stu tysiącach jednakowych miast
Giną jak psy
Dobre niebo kiedy wszyscy śpią
Pochlipuje modlitwami niestrudzonych ust
Tylko błagam nie załamuj rąk
Chroni nas Bóg
Ja mógłbym tyle słów utoczyć
Krągłych i beztroskich
Ze słonego ciasta zmierzchów
Jeśli zechcesz je znać


tyle rzeczy w głowie mam 
których chcę 
a raczej, które chce zrealizować 
i to daje mi poczucie bezpowrotności momentu w niemalże każdej chwili
czuje jakby czas uciekał ja za nim gonię ale nie mam żadnych szans
cisza ja  i czas




Live is life
Live is life
Live is life
When we all give the power
We all give the best
Every minute of an hour
Don't think about a rest
Then you all get the power
You all get the best
When everyone gives everything



Czytając dość gównianą książkę
naszło przemyślenie, że jestem tak uprzywilejowana  tym że mieszkam na takiej a nie innej szerokości geograficznej
że żyje w tych a nie innych czasach
często sobie myślałam fajnie jakbym żyła we wcześniejszych stuleciach
 natura, inne relacje międzyludzkie
ale nie. NIE
będąc kobietom byłabym nikim
dosłownie nikim
moje zdanie nie miałoby żadnego znaczenia
na pewno nie mogłabym robić tego co chcę
nie mogłabym się uczyć 
a być może nawet nie potrafiłabym czytać i pisać
bo kobietom nie należała się edukacja
nie mogłabym decydować o swoim losie
w większości wypadków nie mogłabym nawet zabrać zdania
o wszystkim w moim życiu decydowałby ktoś inny
a jedyną rolą byłoby urodzenie dziecka 
to wręcz paraliżujące wyobrazić sobie znalezienie się w takiej sytuacji
nawet w dzisiaj w XXIw jest tyle krajów gdzie kobieta nie ma praw, albo bardzo ograniczone
nie może wychodzić z domu bez zgody męża, nie może złożyć wniosku  o paszport, nie ma prawa do posiadania własności, albo po prostu prawo danego państwo w ogóle jej nie chroni, może być bita, gwałcona, poniżana i nie ma nikogo do kogo mogłaby się zwrócić
jest to po prostu straszne
skąd wzięło się w tylu różnych kulturach, odrębnych krajach i kontynentach przeświadczenie, że kobiety są gorsze? że nie mogą same za siebie decydować i myśleć? że są tak uprzedmiotowione?

Poczułam co to tak naprawdę może oznaczać będąc na chwile w Arabii Saudyjskiej, i nie zapomnę tego na całe życie. Może gdybym nie okazała się ignorantką i wygooglowała wcześniej czego się spodziewać - ale przecież to był tylko lot z przesiadką. A ja już tyle razy byłam na róźnych lotniskach.
Zaczynając od tego, że już na lotnisku przy odprawie ktoś sprawdzał czy jestem odpowiednio ubrana.
Tak - nie można wejść na pokład samolotu "nieodpowiednio" ubranym. Każą nam założyć bluzę. (W madrycie jest mega ciepło)
Każda najmniejsza część ciała musi być zakryta. dobrze zakryta - jako minimum długie spodnie i obszerna bluza z kapturem. I jesteś informowany że w takim stroju musisz odbyć całą podróż. Kiedy już tam wylądujesz, rozumiesz, że to nie wystarczy, że lepiej było założyć coś co zakryło by cię zupełnie, wielką czarną płąchę. Każde oko śledzi to jak wyglądasz i chyba jednak lepiej założyć kaptur.
Kaptur nie pomaga. Spodnie. To był błąd mieć spodnie. Ale ja nawet nie mam w szafie długiej ciemnej spódnicy. Błędem też jest posiadanie blond włosów. I chyba błędem jest też posiadanie wogóle twarzy. Bo tam kobiety mają tylko oczy - i to nie wszystkie. Kobiety robią wszystko, żeby ich nie było widać. Ja je widzę. Chodzą za mężem. Daleko za nim. Zazwyczaj siedzą gdzieś na uboczu. Mąż czasem jest ubrany "normalnie". Ochrona lotniska chodzi z kałasznikowami. Tak na wszelki wypadek, w razie.. wojny? 
Będąc kobietą ubraną "normalnie" czujesz się jak chodzące zło, jak zapalnik do granatu. Chcesz iść do luku bagażowego poszukać walizki i założyć na siebie tę walizkę, bo to co masz w środku by nie pomogło. Idąc starasz się być jak najmniej zauważonym ale widzisz kątem oka, że każda osoba na ciebie patrzy. Po prostu to fizycznie czujesz, że na ciebie patrzą. I to nie jest takie zwykłe "patrzenie". 8 h na lotnisku. Strasznie długa przesiadka. (póżniej okaże się że powrotna będzie jeszcze dłuższa) Pytam się M. czy dostałam obsesji albo jestem aż tak przewrażliwiona, ale też to widzi. Jak ja mam się "ukryć". Lotnisko jest obskurne. Jedna ogromna sala. Mega zimno. Toaleta to poprostu dziura - nie ma sedesów. Tak - oni nie używają "toalet". Oczy wpatrzone w ciebie. Zaczynasz rozumieć jak różny jest świat, nie wyobrażać sobie- tylko czuć na własnej skórze. Istnieją ludzie tak zupełnie inni, zupełnie skrajnie inaczej patrzacy na świat. Myślałam że, europejskie podejście to mimo wszystko jakiś tam standard. Że są owszem inne kultury ale tak jak u nas "na dniach mazowsza", zespół odtańczy polkę dwa razy do roku przy straganie z jedzeniem, a potem kazdy waraca do "normalnego" życia. Czy normalność jest aż tak skrajnie dla nich inna?
Na strefie bezcłowej są puste pułki. Są regały ale całkiem puste. Boję się wziąć telefon i zrobić zdjęcia. Czy tu wolno robić zdjęcia? Patrząc na panów z kałasznikowami decyduję, że lepiej nie pytać ani nie ryzykować. Lepiej zastygnąć w bezruchu na 8 h, i nie iść do toalety więcej niż dwa razy.
Właściwie to jak tak się rozejrzeć to strach tu nawet oddychać. 
Zastanawia mnie to, że oni lecąc "do nas" nie są proszeni o zdjęcie burki, a ja jadąc "do nich" muszę się ubrać. W sumie, to nawet nie mam już nic przeciw, żeby jakieś "okrycia" rozdawali na wejściu, czułabym się o wiele lepiej, nie będąc "na kontrolowanym".

~~
Lot powrotny, pytam przy odprawie czyja mam podwójną przesiadkę bo na bilecie są dwa miasta Riyadh i Jeddah. Odprawiający nas blednie. "To nie możliwe". Sprawdza  i mówi - "nie możecie lecieć" - musimy znaleźć wam inny bilet. Jak to inny. Każe zaczekać, przychodzi ktoś do konsultacji, kolejna osoba. Młoda dziewczyna - arabka - w końcu podchodzi i mówi, tam nie można lecieć z przesiadką, bo niemielibyśmy już możliwości wylecieć. z Arabii. Dozwolona jest tylko jedna przesiadka w kraju bez wizy. Inaczej nie będziecie już mieć szansy się z tamtą wydostać. Robi mi się zimno i gorąco, jakie szczęście że zapytałam. Szukają rozwiązania, a odlot jest za chwilę. 
Próbujemy dzwonić do domu, żeby szukali nam lotu ale najpierw nie mam zasięgu a potem kończy mi się kasa na lokalnej karcie. Sytuacja patowa. jak mam znaleźć lot bez Internetu. Na tym miejscu na lotnisku nie ma nic, nawet automatu na wodę. Mają jakiś system 3 bramek, przeszliśmy dopiero pierwszą. Nie da więc wrócić, ale nie da się też iść dalej.  Nasze karty sim nie działają bez powodu a na lokalnej skończyła się kasa. Po prostu świetnie. Po bardzo długim oczekiwaniu ta młoda arabka mówi, że zmieni nasz lot, polecimy do Jeddah, i z tego co zrozumiałam mamy nie wychodzić z samolotu... Nie rozumiemy do końca co nam tłumaczy, ale nie ma czasu bo zaraz odlot. Jedyne co rozumiem "stay in the plain". Myślimy, że mamy przeczekać w samolocie czas przesiadki na pierwszym lotnisku czyli 8 h. Wydaje się to absurdem, ale nie ma czasu na dalsza próbę zrozumienia, lepsze to niż nic. Biegniemy na odprawę i wsiadamy do samolotu. Znowu sprawdzają jak jesteśmy ubrani. Jest upał ale jesteśmy już trochę lepiej ubrani, ja z chustą w torebce, tym razem się zakryje. Nie wiemy jak ma wyglądać nasz lot, liczymy na łud szczęścia. Finalnie lądujemy w Jeddah, każą nam wyjść z samolotu, potwierdzam to kilkukrotnie na wszelki wypadek, ale mówią, że ten samolot nie leci do Europy. Wyświetlacz pokazuje lot od Madytu za 12h! koncentrujemy się na tym że jedyny do Madrytu i to musi być nasz. To lotnisko jest lepsze, większe, są sklepy i kilka kawiarni. Informują nas że możemy isć do "transit flight room" to dostaniemy darmowe jedzenie. Miło. Tu już mniej boje się chodzić, ale i tak ograniczam się do kupna jednej kawy. Widzę dwie kobiety pracujące na recepcji. Widać im tylko oczy i to naprawdę mało, ledwo odsłonięte. 
Bardzo niemiło traktuje nas jeden pan arab w tym pokoju poczekalni, przeżyjemy. Widać że patrzy na nas z góry. Przychodzi grupa hindusów coś zjeść, zostawiają mega syf mimo że jest napisane, że masz po sobie po sprzątać. Zachowują się jak świnie po prostu, jedząc robią taki brud że szok. Pozostali ludzie "z Europy" patrzą z przerażeniem, ale najbardziej dobijające jest to, że wołają panią, która przywiozła obiad, żeby posprzątała. To była naprawdę brzydka scena, chwilę wcześniej my jedliśmy (stół był na środku), i każdy zachowywał się kulturalnie. Było tam ustawionych kilka koszy i każdy miał wyrzucić opakowanie po zjedzeniu. Oni nawet tym nie chcieli się splamić, poza tym rozrzucają pełno jedzenia na około, naprawdę zrobili mega syf. Krzyczą na biedną kobietę, żeby teraz posprzątała.  Ludzie się podrywają "IS NOT HER JOB". Pani rozdająca obiad, nawet nie podnosząc głowy zaczyna sprzątać. Znów ktoś mówi "that's not your job", they should clean it. Pani widocznie jest przyzwyczajona do takiego traktowania, po prostu po nich sprząta, wstaje mężczyzna z "tranzytu" i zaczyna z nią sprzątać mówiąc hindusom którzy wychodzą - "you behave like a pigs". Pani jest chyba też jakiegoś kraju gdzie ludzie wyglądają podobnie do hindusów. Cały personel wykonujący te mniej prestiżowe prace okazuje się być prawdopodobnie z Indii lub Bangladeszu (mają odkrytą twarz w przeciwieństwie do Saudyjek). 
Te 20h na lotnisku dały mi tyle do myślenia, to jak ja jestem uprzywilejowana, że ludzie po prostu traktują mnie normalnie będąc kobietą. 
Kobiety miały zawsze "pod górkę" w historii, ale że to się dzieje teraz, równolegle do mojego życia w XXI, 6 h lotu odemnie, pół dnia podróży ode mnie. To jest mega przerażające. 
I chyba po głębszej analizie nie chciałbym żyć w innych czasach, w innym miejscu. Nie byłabym wolna, byłabym niewolnikiem.



























                                                   To be a Wanderer and to go home

Tuesday, February 2, 2021

czytanie kształci

zazwyczaj w życiu robię dużo rzeczy rzutami
kiedy ma na coś inspirację robię to "do upadłego"
jak coś mi zasmakuje jem aż mi się znudzi a potem za jakiś czas powtórka


tak samo z czytaniem
albo nie czytam nic
albo czytam kilka książek pod rząd - lubię wywiady i biografie
lubię też fantastykę, no ale ciężej z niej coś wynieść dla siebie

właśnie przeczytałam sobie serię 
nie koniecznie poetycznych i górnolotnych książek
i stwierdziłam jedną rzecz

że podejmuję ważne decyzje, które coś zmieniają 
dopiero w momencie przyparcia pod mur

ludzie którym powodzi się w życiu 
nie chodzi mi tylko o powodzenie finansowe
generalnie osiągają to co chcą 
w różnych dziedzinach
podejmują ważne i duże decyzje 
bez wpływu lub negatywnego bodźca
albo z bodźców pozytywnych

jeszcze musze zgłębić temat 
ale wydaje mi się że to może być pewnego rodzaju klucz do sukcesu
żeby przestać podejmować wielkie decyzje tylko pod wpływem negatywnych bodźców
ale co w takim razie miałoby być siłą napędowa działania?????

myślę że decyzja potrzebuje skądś siły 
inicjatywa, działanie musi mieć jakąś siłę napędową
ciekawi mnie co może być tymi siłami 
i jak wyzwolić taką czysto pozytywną siłę



....


Thursday, January 14, 2021

'nic albo wszystko' PL

"możesz mi mówić, głupi idealisto, mow. Ja żyje tak, nic albo wszystko."  eldo
Bycie idealistą nie jest proste.
Kiedyś dosłownie żyłam z zasadą
NIC ALBO WSZYSTKO
połowiczność w niczym mi nie wystarczała
dosłownie musiało być albo będę robić coś na 100% albo wcale
ale krok po kroku wyciągając wnioski doszłam do wniosku
że trzeba hamować ten idealizm 
bo cele osiąga się będąc pokornym i ciężko pracując ze schyloną głową
Nie można być we wszystkim dobrym
I nie warto próbować
Ciężko jest osiągnąć jakąkolwiek perfekcje
ale to nieznaczny że nie warto zaczynać
Kiedyś myślałam tak
nauczę się grać na gitarze - co nie jest proste - po kilku miesiącach nieregularnych prób, nie szło to tak jak sobie wyobrażałam(nadal nie umiem zagrać jak na koncercie) - lepiej się poddać bo idzie słabo, nie będę w tym bardzo dobra, gram słabo - koniec
Teraz myślę tak
Hmm no to nie będzie proste do osiągnięcia - co jeśli kilka razy w tygodniu przysiądę i nauczę się nut, to niezły początek. 
Jeśli będę konsekwentnie coś robić z czasem będę w tym lepsza. Nie najlepsza ale lepsza niż byłam wczoraj. Porównując się z samą sobą.  I tylko sobą.
Jakie ma znaczenie dla mnie to kim są inni ludzie, co potrafią lub nie.
Ważny jest dzień dzisiejszy i czy jest dobrze wykorzystany.
Być może nie osiągnę wszystkiego dzisiaj, ale być może dużo dalej zajdę dzisiaj robiąć
to niby nić nie znaczące coś. Ten mały krok, który wydaje się nie mieć znaczenia. 
Ale jak biegniesz maraton to składa się on z miliona małych kroków.  
I każdy z nich jest tak samo ważny, bo nawet jeden mniej a byś go nie ukończył.
BYĆ IDEALISTĄ
w znaczeniu zawsze chcieć więcej i dalej 
OK
być zamkniętym w wobraźni, teoretyzujac jak coś powinno wyglądać a nie jest
NIE
to już nie ja

stawiam na działanie
małe kroki
do przodu
lub w bok lub w tył
działanie 
nie teoretyzowanie
to jest to na co stawiam
najmnejsze działanie lepsze nić 1000 wypowiedzianych lub pomyślanych słów
  

taka kwarantannowa myśl
dużo czasu trace 
ostatnimi czasy na 
niepotrzebne rzeczy
ale trudno być w ta kwarantanne produktywnym non stop
zwlaszcza jesli czerpiesz energie
bedac poza domem




lets be honest
I'm not beeing as prodactive as I want me to be
but decided more importantly I will keep up my happiness level
at that very moment  
as the very friend of us all won't leave the chat just yet
f****** c********
kinda hard to keep up the spirit, and cheer 
with no changing position on the couch for days
let's open mulled wine and dance


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

thats kinda cool
that you can just create things in your own imagination
imagine things 
all kind of them 
the things not exist 
and the ones you wanna see that way
and then to see world through what you imagined 


Thursday, December 31, 2020

olala wszytsko gra ;) YOUTUBE

SO I will post who i subscribe on YT and I think is worth it
so first Polish, then other languages (scroll for EN)


Kogo ogądam na YT:
i uważam że może warto i dlaczego

❤ ❤❤❤my favorites ❤❤❤ ulubieni❤ ❤❤❤❤


POLSKI

my fav:
Krzysztof Gonciarz
To jest gość. Jak go nie znacie to koniecznie obejrzyjcie choć te kilka filmów niżej. Nagrywa z japonii. Jak wam się żaden nie spodoba dajcie znać bo w to wątpie:D

https://www.youtube.com/channel/UCzuvRWjh7k1SZm1RvqvIx4w







 






Weronika Truszczynska
W. jest w chinach i nagrywa o chinach na tą chwilę. Bardzo specyficzna ale spoko.
https://www.youtube.com/channel/UCoJjEsNkU-Md3xB6BursT0Q



Fanggotten

poprostu lubie słuchać jak gada i co gada
https://www.youtube.com/watch?v=R0uX381osOM&t





Kittisaurus

Najlepszy kanał o kotach, najczęściej bez gadania tylko z muzyką.
https://www.youtube.com/channel/UCwcsDWGip6vtiZyCnvDoClQ




Autostopem Na Koniec Świata
W sumie to mnie wkurza, zwalszcza że tyle pije. Ale pokazuje prawdziwą Rosję, generalnie wschód. Film trzeba oglądać na zmienionej prędkości co najmniej x1.25
https://www.youtube.com/channel/UCcnATEeoZj__3e7JvdNWIpA


Lisie Piekł0

Poprostu ją lubię. Teraz robi taki pozytywno zdrowo minimalystyczny kontent.
https://www.youtube.com/channel/UCt2IsCngTU-0P9eXUC0Rg7g

李子柒 Liziqi
Filmy bez mówienia, musisz obejrzeć choć jeden raz. WOW. O chińskim życiu na wsi.
https://www.youtube.com/channel/UCoC47do520os_4DBMEFGg4A



ENGLISH

Tom Merric
One of my favorites. I do stretching with him every single day.
https://www.youtube.com/channel/UCU0DZhN-8KFLYO6beSaYljg
FAV:
https://www.youtube.com/watch?v=lPKRiU9u_Hc




Kittisaurus
Best channel about cats. I love Lulu.
https://www.youtube.com/channel/UCwcsDWGip6vtiZyCnvDoClQ



Kelly Stamps

so sarcastic and funny.
➡️https://www.youtube.com/watch?v=Aqk5QfzkP_I&t

https://www.youtube.com/watch?v=FbW3j-9W3JY&t


The Break
Patricia Bright

she talks about money investments etc
https://www.youtube.com/channel/UC9c80wcPsvmosqUtk7MNbmw
➡️ https://www.youtube.com/watch?v=NYmuhr3a8X0&t
also has a beauty channel
https://www.youtube.com/channel/UC0KiGuCTrehqzSQ7ikjxSQw


李子柒 Liziqi 

No speaking videos. Just chill. its WOW. About chinese rural life.
https://www.youtube.com/channel/UCoC47do520os_4DBMEFGg4A



Elliott Hulse

I know that not everyone can like him but I do. Especially the old videos
https://www.youtube.com/watch?v=kzh0WmhJ1VU


Two Cents

All about $$$$. My husband likes them.
https://www.youtube.com/channel/UCL8w_A8p8P1HWI3k6PR5Z6w


Nile Wilson

He does gymnastic challenges, most importantly has a very positive vibe
https://www.youtube.com/watch?v=h2AMoXbog8U


Alivia D'Andrea
mostly I exercise with her this specific routine
https://www.youtube.com/watch?v=cN0-1YuMwwI
but she has also like positive minded videos eg:
https://www.youtube.com/watch?v=2YC6qBC0j8o


Inthefrow
I dont really watch her anymore, but years ago was watching lots
about fashion, lifestyle
https://www.youtube.com/watch?v=wFfqJ9q3wUc



RUSSIAN
Sasha Chistova
Кажется что она настоящая. (I watch her, to practice my russian, especially on instagram)
https://www.youtube.com/channel/UCwLMm2pP2TC8U9nAaYWHjFA
➡️https://www.youtube.com/watch?v=rLIxJ8Lw2Vg

➡️https://www.youtube.com/watch?v=-U-XtF-90sk
https://www.instagram.com/sashachistova/?hl=pl




Maria Way

очень позитивная девушка (I watch her, to practice my russian, especially on instagram)
https://www.youtube.com/channel/UCQNax8LsGh3EiLF4WmNgDZA
❤ https://www.instagram.com/maria__way/?hl=pl


SPANISH

AuronPlay

Cada vez, viendo sus vídeos, estoy partiendo de risas
https://www.youtube.com/channel/UCyQqzYXQBUWgBTn4pw_fFSQ
➡️https://www.youtube.com/watch?v=9aadLofQjrE



Edu López

Es de Tenerife, esta grabando YT sobre la fotografía y sobre los videos.
(I watch him also to improve my spanish)
https://www.youtube.com/channel/UCzmCAxljpOKYCNhXNLQIbMw





RECOMEND ME SOMTHING GOOD:)))) PLS





Friday, December 25, 2020

POLISH || intro vs extrawertyzm

I won't have power to translate this all to english
but as I'm home alone I have more time to think in my own language
I tend to think in language which surrounds  me at this very moment 
So only if I'm long time alone at home I start to switch to mostly  polish
it is kind of freeing and relaxing
And I've got so many thoughts
I let them pass free through my head right now
I just make notes for time, when my head will be stuck again
Some I share 

Dawno nie miałam takiego czasu, że byłam sama sama przez dłuższy czas
Zapomniałam jak bardzo dużo czasu ma się wtedy na myślenie
i jak dużo nowych pomysłów się rodzi i rzeczy porządkuje
Wyspałam się jak nigdy
Mam 5 tysięcy myśli nie opisanych

a to właśnie jedna z nich
że kiedy już jesteś dorosły
twoje kontakty międzyludzkie są bardzo ograniczone
albo rodzina albo praca
raczej nie spotykasz się już z przypadkowymi ludźmi
chyba że wymaga tego Twoja praca
będąc studentem ciagle postykasz i poznajesz nowych ludzi 
i nikt się nie dziwi, że spędzasz czas na konwersacje bez jakiegoś konkretnego celu
dla samego faktu wymiany myśli
kiedy dorastasz grono się zawęrza i zawęrza
może masz kilku sprawdzonych znajomych (jeśli masz szczęście to grono jest większe)
ale taki przeciętny człowiek myślę że poza praca ma bardzo zawęrzone grono rozmówców
noi też dochodzą bariery kulturowe 
bo mając żonę nie wdasz się już w romowę z koleżanką lub nie będziesz z nią chodzić na kawe
bo bóg onli wie jak by się to skończyło
a jeśli nawet nie 
to niebyłoby to zazwyczaj akceptowalnie
nie piszę tego ŻEBY OCENIAĆ
poprostu stwierdzam zaobserwowane fakty
i co z tego wynika 
jedyni ludzi z którymi możesz "bezkarnie" rozmawiać tracąc cenny czas i energie
są ludzi z Twojej pracy, no bo
i tak muszisz tam być
będąc tam i tak zarabiasz
nie możesz poprostu wyjść z pracy od tak bo jesteś skazany na bycie w tym konkretnym miejscu z tymi konkretnymi ludzmi
i jeśli w twoim mjejscu pracy masz fajnych ludzi 
i fajne relacje
to będzie  w twoim życiu jedno z tych niewielu miejsc 
w którym niektórzy będą z tobą na bierząco, będą znać Twoje historie z dzieciństwa
nawet jeśli będziesz rozmawiać z płcią przeciwną wiecej niż pozwalałby by na to normy społeczne i rodzinne
to będzie usprawiedliwione 
nikt też nie będzie doszukiwał się dwuznaczności bo zazwyczaj rozmawia się dla zabicia czasu
nikt nie będzie od ciebie oczekiwał niczego więcej niż wymiany zdań
potem każdy idzie do domu i żyje swoim życiem
i tak sobie myślę
ale super byłoby pracować z fajnymi ludźmi
którzy mają coś do opowiedzenia
bo to jest jedna z niewielu okazji w naszym dorosłym życiu na tak rozległe 
kontakty między ludzki e
oczywiście zależy to od rodzaju pracy, są ludzie którzy pracują sami
albo ich praca wymaga dużego skupienia
albo pracuja w takim tempie że nie rozmawiają z nikim
mimo wszytski istnieje sporo prac bardziej społecznych
dlatego myślę że warto wybierając zawód 
wziąć pod uwagę swoje potrzeby społeczne
czy jesteście introwerykami i extrowertykami bo 
jeśli lubicie kontakt między ludzki a zostaniecie programistą
może się to dużo bardziej odbić na waszej psychice niż byście sobie wyobrażali

a może mnie poniosło
no ale takie przemyślenie mnie naszło 
https://www.16personalities.com/pl

en: https://www.16personalities.com/free-personality-test

Thursday, December 24, 2020

"Excuse me, I might drink a little more than I should tonight." || in polish one more time sorry.

nie licząć dni godzin lat nie liczac zyskow ani strat
miało być podsumowanie wyszła ksiązka prawie


bardzo dużo myśli i zanim zaczne chyba najpierw trzeba by powiedzieć coś pozytywnego bo ten post chyba nie będzie i nie jest pozytywny a moja sytuacja teraz jest pozytywna, choć grudniowe zastanowienia czesto są melancholijne to życie dobrze mnie traktuje i chyba wybory których dokonaliśmy nie były głupie
więc raczej bilans roku na plus
wiadomo każdemu rok dał po dupsku z wiadomej zarazy 
ale tak naprawdę nie mogę na nic narzekać poza tym że większość duzą część roku spędziła mnie wychodząc z moich 6m2 😂😂😂😂😂😂😂😂😂

ok zaczynamy:





https://cirilla-riannon.blogspot.com/2010/08/2-miesiace-i-rok-dziela-mnie-od.html
mineło 10 lat od tego postu
przenanalizuje go na nowo
zobacze co się zmieniło

2 miesiące i rok dzielą mnie od ćwierćwiecza.
taki "czwartkowy bilans" (czwartek to mały piątek).
jeśli o czymś nie zapomniałam mam na koncie- 8 różnych prac (raz mnie zwolnili!), 
następnie 4 lata tu: 8 zmian współrzędnych, 15 (+ niedługie trzy) osób z którymi mieszkałam (w tym jeden on), 2 zb (+1) , co najmniej dwie rzeczy które bym wycięła z pamięci (a może 3).
pół roku do końca.
przed sobą kolejna przeprowadzka.

NOWY BILANS - kolejne 10 lat życia
ilość prac na koncie- czy ja wógóle jestem w stanie to policzyć.... 17 o ile o czymś nie zapomniałam, a to bardzo możliwe - zwolnili mnie raz (2), ale w sumie to wymusiłam
8 lat tam (CI) +8 ( sumując 16 do teraz)  zmian współrzędnych (1 niedługa)
1 rok tu (L)   +2 ( 18) zmiany współrzednych
osób z którymi mieszkałam ( licze współmieszkańców)  +23 ( sumując 38)
kolejna rzecz którą bym wymazała z pamięci ale w sumie to okres a nie zdarzenia ( sumjąc 4)


efekty?

czuję się czasem jakbym już miała 40 lat (choć nie wiem jak czuje się taki człowiek naprawdę).
jakby kroki które stawiam "do przodu", były co najwyżej krokiem w bok.
zapomniałam powoli co było moim celem te 4-5 lat temu, idę dalej w kierunku żeby zapominać.
na zgro mogę spotkać mnóztwo osób, które "znam", pewna osoba z boku zapytała nawet jak to możliwe "że tyle osób kojarzę?" 

co było moim celem 15 lat temu zupełnie nie pamiętam.
nie pamiętam też kim wtedy byłam.
życie zmienia i daje po dupie. 
pamięta się już tylko tu i teraz
istnieje tylko teraźniejszość

nie czuję się TUtaj jak u siebie - jeszcze?. TAM też nie czuję się jak u siebie- już?
nie wiem gdzie jest "u mnie".
kiedyś myślałam, że zabiorę TU resztę swoich rzeczy, jak gdzieś zostanę na stałe.

ale na stałe nie nadeszło, nie nadchodzi, i nie zapowiada się, że nadejdzie.

mogę to zdanie tylko powtórzyć na stałe nie nadeszło, nie nadchodzi i niestety nie zapowiada się ze nadejdzie.
chyba czas na pogodzenie sie z losem tułaczym
takie gyspy life
ma swoje piękne strony

moje plany potrafią być na tą chwilę tylko kontynuacją poprzedniego stylu bycia/ życia?
moje wnioski z przeżyć oddalają mnie od optymizmu. twardy realizm.
coraz łatwiejsze staje się łapanie dystansu - zaczynam być taka jak niechciałam? 
nauczyłam się o samodzielności, decyzjach, konsekwencjach, celach, priorytetach,  ludziach,  funkcjonowaniu w (nazwijmy to) towarzystwie, czasem samotności(w milionowym mieście), pracy, korporacjach, rozrywce, czasie i tempie, chamstwie, interesowności, bezinteresowności i serdeczności - wszystkiego za dużo.

Nauczyłam się jeszcze więcej o priorytetach, lojalności i jej braku, hipokryzji ( w tym we własnym wydaniu), mocy konsekwencji i sytematyczności, byciu w obecnym w teraźniejszości, niepowtarzalności czasu, obojętności, fałszywym zainteresowaniu, fanatyzmie, samotności, bezcelowości idealizmu, docenianiu i wdzięczności, mocy uśmiechu (w tym do siebie), kruchości przyjaźni, tak dużo o ralacjach międzyludzkich i zaufaniu ( i naiwności), trzymaniu języka za zębami, 
wszytskiego znów tak dużo

przyjemniej patrzyło się w przyszłość bez tej wiedzy - bo naiwności się jeszcze nie wyzbyłam.

 OJ TAK ZDECYDOWNIE
marze o tym by móc znów spojrzeć na świat tak beztrosko jak mając te 20 lat

ale zobaczyłam też że nie jestem wyjątkowa ani jedyna z takimi przemyśleniami.
to miasto jak się ma porównanie stawia na ziemię, do pionu (jeśli dobrze pójdzie do pionu..).
jeśli nie wiesz czego chcesz i dokąd idziesz - pójdziesz tam gdzie patrzysz, a wzrok odwraca wiele spraw.

OJ ZDECYDOWANIE

poznałam kilku świetnych ludzi, dzięki którym zrozumiałam że mimo wszystko może być sensowne funkcjonowanie.

TYM RAZEM POZNAŁAM MNIEJ ŚWIETNYCH LUDZI a Ci których w poprzednim wpisie określałam jako świetnych nie ma ich już zupełnie w moim życiu
nasz drogi tak daleko i rozbieżnie się rozeszły że wątpie w to aby nasze ścieżki kiedykolwiek się skrzyżowały, i czy odpowiedzieli by mi "cześć"
to najbardziej przykra część tego podsumowania chyba 

zazdroszczę sobie może postawy zprzed kilku lat, ale doświadczeń mimo wszystko bym nie oddała.
ostatnio pomyślałam że skoro nie jest prosto, różne rzeczy się dzieją to po to żebym mogła się czegoś nauczyć,  może żeby później ktoś mógł korzystać z nauki na moich błędach i żebym mogła być bardziej wyrozumiała.

teraźniejszość raczej wątpie w celowość co najmniej polowy moich doświadczeń z ostatnich lat.
rzeczy się dzieja i wydarzają i nie zawsze to ma jakiś cel, ale zawsze to ma na Ciebie wpływ
jesteś jak świeży beton po którym jak ktoś przejdzie albo coś się wydarzy zostaje ślad na zawsze, możesz się starać to zakryć dywanem, no ale ślad będzie śladem
tak różne rzeczy w życiu odciskają na nas piętno
czy tego chcemy czy nie
nie wierze w celowość złych doświadczeń wierze w przypadkowość i w to że nas zmieniają
nie zawsze na dobre
tu pozdrawiam tych wszytskich ludzi co mówili i mówią o mnie źle
i tych którzy psują tym humor moim rodzicom
weście się ludzie zajmijcie sobą to więcej pożytku przyniesie niż męczenie innych ludzi


mam bardzo dużo drobnych planików i rzeczy które chcę wypracować i się nauczyć, że nie wiem czy mi starczy czasu. 

 Tu się kompletnie nic nie zmieniło a moje plany są jeszcze większe
z tym że teraz je realizuje jeden po drugim
jeśli Bóg da zdrowie to będę się cieszyć z ich osiągania
nie wiem tylko czy na wszytskie starczy czasu
życie mija szybko

Im dłużej żyje tym bardziej wiem jak bardzo trzeba nad soba pracować:-) i jak wiele trzeba robić żeby łapać sens.
moje ramy szczęścia, które jako pierwsze sobie człowiek kształtuje, uległy takiej deformacji, że niewiele z nich zostało. jako dziecko człowiek myśli że im większe te ramki i im więcej "rzeczy" "ludzi" tam się upchnie tym lepiej.
a jest odwrotnie:))
a najlepsze jest to, że jeśli te "ramki",  które mają determinować radość życia chce się tworzyć samemu, nie słuchając starszych rad i mądrości, to się wypaczają i zamiast ramami szczęścia stają się ramami "własnej porażki".

Tu nie wiem o czym dokładnie myślałam
ale moja definicja szczęścia na pewno uległa zmianie
teraz szczęście jest dla mnie tu i teraz
szczęście to rodzina nie inni ludzie
szczęście to te codzienne chwile radości
rozmowy z ludzmi nawet tymi nieznajomymi
szczęście to nie że coś być może w przyszłości
nie ma przyszłości bo może nie nadejdzie
przeszłość już była
istnieje tu i teraz i z tego momentu chcę to szczęście czerpać
nie z dużych rzeczy ale z tych małych
nie można być non stop szczęśliwym
ale można mieć momenty szczęścia i to jest chyba to po co życiemy 
"żyję dla takich chwil kiedy biorę chaust powietrza i krzyczę - chwilo proszę bądź wieczna"
i oby tych chwil było jak najwięcej


zahaczyłam o granice wytrzymałości i fizycznej i psychicznej.
za dużo rzeczy jak na dwa dni. ale miejsce w którym od wczoraj przebywam służy odpoczynkowi pod każdym względem. więc myślę, że nawet biorąc pod uwagę odległość znajdę tu wytchnienie, to co było mi potrzebne od dłuższego czasu - spokój, ciszę, odrębność. 
będę mogła żyć własnym życiem. (co wbrew pozorom czasem nie jest proste)
brak poczucia wspólności i przywiązania, 'anonimowość' związanej zmianami jest tym razem ogromnym plusem.
ostatnio usłyszałam w pracy, że jestem "samotnicą".
naprawdę dobrze mi z tym.
jakkolwiek to można odebrać, czasy w których ilość znajomych wyznaczałaby poczucie własnej wartości, albo poziom docenienia w społeczeństwie - bardzo dawno mam za sobą.
nie zamierzam być osobą publiczną, nie potrzebuje by o mnie mówiono, nie muszę próbować zaistnieć w jakiejkolwiek kwestii i w jakimkolwiek wymiarze. 


chociaż obserwując społeczeństwo, wiele osób starszych ode mnie od tego czy istnieją publicznie uzależnia zbyt dużo w swoim życiu ( a właściwie im bardziej się tego wypierają - tym bardziej faktycznie są uzależnieni  "od ludzi").


piszę o tym dlatego, że ostatnio  zaczęło mnie męczyć nawet krótkie przebywanie z takimi ludźmi. 
dziwnego rodzaju popisy, wymądrzania, opowieści, deklaracje..
mam tendencje do takiego nietrafionego towarzystwa, ale ostatnio bardziej dostrzegam jak to nie jest zgodne z tym co naprawdę cenie i że żeby to zmienić potrzebne jest trochę więcej wysiłku.
to co ma wartość musi kosztować.
nie jest tak powszechnie dostępne.
tak samo z ludźmi, żeby otoczyć się tylko wartościowymi to wymaga wysiłku.
ale chciałabym też mieć na tyle duży dystans do nieciekawych postaw/ludzi żeby byli mi obojętni - nie wpływali na mój humor w żaden sposób ani dobry ani zły.


z nowych rzeczy mogę dodać do tego 15 - letniego podsumowania
że jedej rzeczy której mi brakuje to prawdziwej przyjaźni
ale z kimś kto rozumiałby o czym mówię i z kimś którego ja bym rozumiała o czym mówi
ale takie przyjaźnie zawiera się chyba tylko w szkole

mam z kim czasem pogadać ale Ci ludzie są tysiące kilometrów ode mnie




kilka rzeczy za które jestem wdzięczna
za męża
za kota
za to że A się wykurował na razie
że plan na razie wychodzi
że mamy prace
że nie musimy się martwić o rzeczy podstawowe
że moi rodzice dają sobię rade
że spełniłam marzenie bycia na Malediwach
że w końcu nauczyłam się jak ważna jest konsekwencja
że żyję
że swiat jest taki piękny (chcę go całego zobaczyć)
że jestem zdrowa
że mogę mieć kontakt z rodziną
że jestem wolna
że nikt mnie nie śledzi (ahaha brzmi absurdalnie- nie mam schizofremi) 
że ten rok dał mi poczucie zaczęcia od nowa 
że mogę żyć bez przymusu wciskania w formę
że uczę się nowych rzeczy ( mam nadzieje że nigdy nie przestanę)
że w tym chorym ko-ro-na roku udało mi się być w domu (domu domu)

noi doszłam do wniosku że kocham deszcz.
nie mówię NADMIAR deszczu
ale ten dżwięk szumiącego deszczu 
takiego silnego robijającego się o ziemie
no to jest poprostu piękne
deszcz zawsz powoduje że się uśmiecham
i nie mówie że lubie ponure chmury to nie ma nic wspólnego z pięknem deszczu


jest jeszcze jeden post który chcę tu przywołać bo mówi o dniu i sytuacji
która na zawsze zmieniła moje życie.
jestem pewna że gdyby nie ten dzień moje życie mogłoby się potoczyć zupełnie inaczej
kolejnego dnie podjełam decyzje o wyprowadzce do hiszpani za miesiac i zlożyłam wypowiedzenie w pracy
ten post ma taki sam tytuł jak poprzedni
jednorazowo w jednorazowej scenerii
https://cirilla-riannon.blogspot.com/2011/08/nigdy-nie-wierzyam-ze-dojdzie-do-takiej.html


Nigdy nie wierzyłam że dojdzie do takiej sytuacji.
W jednym dniu zawieść się na dwu osobach którym się ufa w tym jednej niemal bezgranicznie.
I to wszystko dzieje się w najgorszy z możliwych sposobów. Jest w tym trochę mojej winy.
Ale większość czuje że prawie  wyłącznie moja.
Ja w takiej sytuacji sobie z tym poradzić?
Co sobie mówić żeby nie czuć się winnym?
Skoro mówię o nielojalności, jak rozgraniczyć tę którą można wybaczyć, a tę którą nie?
Dlaczego brać pod uwagę tylko fakty? A nie przemyślenia?
Tylko prawo ludzkie wskazuje na brak potrzeby oceniania myśli i odczuć.
No ale może jesteśmy tylko ludzmi.
Robiłam w życiu milion błędów,  jak każdy.
Dlaczego akurat teraz tak musiały się złożyć okoliczności że muszę ponosić aż takie konsekwencje.
Trzy dni temu ten wpis miał być mega pozytywny.
Jak się wszystko bardzo zmienia.
Chcę tylko przetrwać najbliższy miesiąc, bo tyle czasu średnio potrzeba za złapanie dystansu.
Dobrze że mam takie plany jakie mam, będzie mi łatwiej to wszystko co się dzieje znieść.
Może brzmi to depresyjnie ale sytuacja jest patowa i beznadziejna jak na ten moment.
Nikt nie może znaleźć idei jak zneutralizować ten kwas.




Nie pozostaje mi nic jak życzyć wam szczęścia.
A innym, żeby nigdy nie musieli się czuć jak w tej chwili ja.


Może niektórzy nazywają to przedszkolem.
Ja nazwałabym to emocjami i ranami po których zawsze zostają blizny.
Każdy dokonał wyborów, bardziej świadomych lub nie świadomych.
Życie toczy się dalej, jednym trudniej ponieść konsekwencje, drugim łatwiej.
I są też tacy co się tym nie przejmą..

Tak blizny zdecydownie zostały i brak zaufania, do ludzi, wiekszości z nich jak nie ze wszytskich
Bo jeśli dwie bardzo bliskie osoby potrafia się tak zachować to jak można ufać obcym

Myślałam długo co byłoby dobrym rozwiązaniem tej sytuacji.
Ale może komuś wydać się to śmieszne. Takie nie istnieje.
Nie ma żadnego dobrego rozwiązania.
A słyszałam, że podobno jak nie ma dobrego rozwiązania to nie ma problemu.
Więc ten brak problemu jest dla mnie tak duży, że nie wiem co zrobić żeby było mi łatwiej.


Wiem, że za pół roku będę może się z tego śmiać.
Dlatego chcę szybko przeżyć te następne pół roku.

Minęło 10 lat i nadal się z tego nie śmieje. Nie śmieszy mnie to zupełnie
Ale jakby kwas się zneutralizował

A teraz będzie o plusach.
Dzięki takim sytuacją dowiadujemy się że nie jesteśmy sami.
Jak można liczyć na innych, również na ludzi.
Czasem okazuje się że wsparciem poza tymi na których można liczyć są również osoby po których mniej byś się spodziewał.

To akurat często

To dowodzi że życie zaskakuje nas raz niepozytywnie raz pozytywnie.
A niektóre rzeczy może dzieją się po to żebyśmy docenili inne.

Nie wierze że celowość takich zdarzeń, nie dzieją się o na po coś. Ale jak już się dzieją to najlepszym możliwym wyjściem jest czegoś się nauczyć bo co innego Ci zostaje? ale nie nie dzieje się to po coś, chyba tylko po to żeby "zryć ci banie"

Czasem ludzie na których liczyliśmy nas zawodzą, ale takie życie.
Dzięki temu stajemy się silniejsi.

Dzięki temu stajemi się zimniesi, mniej ufni, zdystansowani i obojętni. Czy nazwała bym to siłą? Raczej ułomnością. Będąc zimni, zdystansowni, nieufni, podejżliwi i obojętni może i jesteśmy w stanie więcej znieść ale czy to jest tego warte. Nie



Ta gowniana sytuacja nauczyła mnie tylko tyle że żyć czasem boli tak bardzo  że ciężko jest oddychać. Przez długi czas. I że najbardziej potrafą zranić bliscy. Rany zadane przez obcych nie bolą. Ale potem przychodzi moment że  znów oddychasz pełną piersią i rzeczy cię cieszą. I znów jesteś szczęśliwy. I że takie złe momenty w końcu też mijają. Tak samo jak mijają te dobre. Wszytsko ma swój początek ale też koniec. Że nie ma co płakać zbyt długo bo czas upływa. Że jak się jest z czego cieszyć to trzeba się cieszyć, bo czas upływa. Tak jak o złych  rzeczach trzeba starać się nie pamiętać (choć i tak nie zapomnisz), tak te dobre utrwalać w umyśle (żeby były wyraziste).


Żeby nie brzmiało to wszytsko tak tragicznie.
Poza tym guwnowirus-em to wszytsko jest w porządku, te ważne rzeczy są w porzadku, rozwijam się, uczę, realizuję, poznaje ludzi, cwiczę, mam wsparcie i jak mogę to wspieram
Jestem blisko realizacji tych większych celów i jeśli Bóg pozwoli już niedługo wszytsko powinno być łatwiej! 
Staram się łapać te małe szczęścia z dnia bo to jest chyba sensem istnienia!!